sobota, 4 stycznia 2014

Nightingale

Larry Stylinson
Nightingale

   Leżałem w łóżku przewracając się co chwila z boku na bok. Nerwowo zerkałem na zegarek, mijały już godziny. Nie mogłem zebrać swoich myśli, rozbiegały się po mojej głowie nie dając mi chwili spoczynku. Starałem się nie otwierać oczu aby w końcu usnąć, ale efekt był wręcz odwrotny. Przekręciłem się na plecy i patrzyłem na sufit. W ciemności widać jak po ścianach wędrują i migoczą cienie. W pomieszczeniu robiło się coraz goręcej. Wstałem i otworzyłem okno na chwilę przystając przy parapecie. 
"I can't sleep tonight, wide awake and so confused"
   Mimowolnie przypomniałem sobie parę momentów z mojego życia.

   Wychodziliśmy wtedy ze studia, on musiał zostać na chwilę dłużej. Menadżerowie mieli mu coś ważnego do powiedzenia. Wtedy powoli wszystko zaczęło się walić. Stałem przed budynkiem i czekałem na niego. Nagle poczułem, jak ktoś mocno wtula się w moje plecy. Jego dłonie splotły się na moim brzuchu. Drżał. Teraz wiem, jak cholernie musiał się bać mojej reakcji. Nie powiedział żadnego słowa w drodze do domu, trzymał mocno moją dłoń i tępo patrzył przed siebie. Ja natomiast byłem zdezorientowany. 
W mieszkaniu złapał mnie za ramiona, przyciągnął tak, żebym stał przed nim. Czułem jego nierówny oddech na mojej szyi, a po jego policzkach popłynęły łzy.
- Lou, co się stało? Kochanie, nie płacz - starłem kciukiem jego łzy i patrzyłem mu głęboko w oczy. 
- Harry... - wtulił się ufnie w moje ciało, a ja nadal nie wiedziałem, nawet się nie domyślałem, co mogło go tak zdruzgotać.
   Nic nie mówiłem, widok tak zrozpaczonego Louisa rozdzierał moje serce na pół, miażdżył, a ostatecznie doszczętnie spalał. 
- Oni powiedzieli... Hazz, oni ... Eleanor... Nie możemy się publicznie razem pokazywać - wyszeptał w moją bluzę.
- Powoli. Loueh, jaka Eleanor? Dlaczego tak mówisz? - głaskałem go po plecach.
   Starszy chłopak przestał się trząść, otarł łzy i przytulił się ponownie.
- Jutro oficjalnie z Eleanor będziemy parą, jeżeli nie podporządkujemy się zasadom kontraktu, to najbardziej ucierpią na tym nasi przyjaciele. Nie możemy im tego zrobić - gdy chłopak zobaczył, że momentalnie wypuszczam go z objęć, a moje ciało sztywnieje, dodał - Kochanie, kocham cię i zawsze będę, ale to jest ten moment kiedy muszę spakować swoje rzeczy i się wynieść. Będę o ciebie walczył, a na tą chwilę możemy...
- Louis, nie możemy. Wiem, że to nie jest twoja decyzja, tym bardziej wina, ale pamiętaj, nie dam rady być tylko twoim przyjacielem - przerwałem mu czując się, jakbym był zdradzony - W takim razie idź, spakuj się i wyjdź.
   Odwróciłem się ukrywając moje zaszklone oczy. Nie chciałem go widzieć w takim stanie ani żeby on na mnie patrzył, jak cierpię. Tu nie ma jego winy, a ja zareagowałem może zbyt impulsywnie, ale za bardzo go kocham, żeby tylko się z nim przyjaźnić. Ja też będę czekał i walczył o niego, ale nie wiadomo, jak długo to będzie trwać.Powolnym krokiem skierowałem się do łazienki, w której po chwili się zamknąłem i dałem upust łzom i złym emocjom. Słyszałem, jak Louis przeszedł do naszej byłej wspólnej sypialni szlochając i po chwili już słyszałem odgłosy spadania rzeczy z wieszaków.

   Teraz już powoli zacząłem się przyzwyczajać do samotności, na koncertach staliśmy po dwóch rożnych stronach, wydawało się, że Louis się poddał, ale teraz jestem już w stanie, kiedy wszystko dla mnie jest obojętne.
"Everything's in line, but I am bruised"
   Kolejne wydarzenia przedarły się przez mój umysł przypominając o sobie.

   Był to tydzień po naszej rozłące, zupełnie sobie nie radziłem.
W złości założyłem jakąś kurtkę i buty, wziąłem butelkę jakiegoś pierwszego lepszego alkoholu. Upiłem parę łyków, zapiekło mnie gardło i przełyk, ale wziąłem kolejne, i kolejne, i kolejne, aż szkło zostało całkowicie opustoszałe. Upuściłem je na podłogę nie patrząc czy się rozbije. Wyszedłem z mieszkania, nie zamknąłem drzwi. Nie obchodziło mnie to, kiedy jego nie ma obok, moje życie traci sens. Szedłem przed siebie czując jak powoli zaczynam się łamać. Miałem ochotę teraz do niego pobiec i wykrzyczeć mu w twarz, jak bardzo nienawidzę go za to, że go nie ma kiedy go na prawdę potrzebuję, a na końcu w desperacji bym mu wyznawał miłość całą noc. 
   Nie mogłem, on nie mógł, oboje nie mogliśmy. To była zakazana miłość. Zaślepiony światłami samochodów wlokłem się mijając jakiś park. "Wędrowałem" jeszcze chwilę, a moim oczom ukazał się lekko rozmazany las, tu świateł nie było. Po lekkim zawahaniu szedłem przed siebie. Z dala, mimo mojego stanu, zauważyłem jakąś parę idącą za rękę śmiejąc się nawzajem ze swoich przesłodzonych komplementów. Ich głosy wydawały mi się znajome.Przyspieszyłem, zacząłem biec, chciałem ich dogonić i zacząć robić im wyrzuty za niewinność. Kiedy stopniowo się do nich przybliżałem zauważyłem coś, co mną wstrząsnęło. Moje nogi zamarły, stanąłem podnosząc dłoń do ust. To był Louis z Eleanor. Byłem na tyle blisko bo poczuć ich zmieszane perfumy, ale nie mogłem zrobić nic. 
   Powiedział, obiecał, że będzie o mnie walczyć. Chłopak ujął twarz dziewczyny i ją delikatnie pocałował. Nigdy nic bardziej mnie nie zabolało. Obserwowałem jego ruchy, nagle Lou odwrócił twarz w moim kierunku i zniknął. Tak jak sen, duch czy cokolwiek innego, a ja nadal nie zdolny do żadnego ruchu patrzyłem w przytłaczającą pustkę przed siebie. 
   Ogarnęła mnie fala bólu, rozczarowania i zagubienia. Upadłem na kolana i zacząłem szlochać. Tak bardzo mi go brakowało.
- Pomóż mi, debilu! Obiecałeś, że będziesz walczyć, a teraz mnie zostawiłeś! Nie widzisz, że cię potrzebuję? Nienawidzę cię, ale mnie nie opuszczaj! Zabierz mnie do domu! - wykrzyczałem, mój głos rozchodził się echem po lesie.

   Usiadłem na łóżku i zacząłem dużo rozmyślać.
   "I need a voice to echo, I need a light to take me home,
    I kinda need a hero, is it you? 
    I never see the forest for the trees,
    I could really use your melody,
    Baby, I'm a little blind, I think it's time for you... to find me...

   Zdałem sobie sprawę, że świadomość, iż się przyzwyczaiłem do braku Louisa, to tylko iluzja. W głębi czuję się okropnie, wytarty i wyblakły.
   Podszedłem do szafy i wyciągnąłem białą bluzkę, którą następnie założyłem i do tego jakieś czarne spodnie i trampki. W łazience się odświeżyłem i wyszedłem z domu, zamykając go na klucz. Na zewnątrz było ciepło, pójdę pieszo.
   Zbytnio nie miałem pojęcia, co właśnie robię, gdzie idę, co chcę zrobić. Prowadziło mnie serce, nie umysł. Było już po drugiej, na ulicach nie było nikogo, w oknach światła pogaszone, wydawać się mogło, że miasto jest opuszczone.
   Szedłem ponad piętnaście minut, stanąłem pod drzwiami nowego mieszkania Tomlinsona. Zadzwoniłem do dzwonka i czekałem. Myślałem, że stałem tam wieki, zanim mi otworzył.
   Zaspany uchylił drzwi, ale gdy jego oczy napotkały moje otworzyły się szeroko. Staliśmy tak bez słowa napawając się swoim widokiem. Wyglądał idealnie.
- Mogę wejść? - wyszeptałem, a on w odpowiedzi kiwnął głową.
   Nie rozmawialiśmy ze sobą od dobrych dwóch miesięcy. Teraz wszedłem do jego mieszkania, lecz tak jak w dzień, kiedy się rozstaliśmy, gdy pociągnął mnie za ramiona i przytulił, ja zrobiłem to samo teraz. Nie opierał się, wręcz objął mnie ciasno w talii i tak właśnie staliśmy. Zakochani, nie widzący świata poza sobą.
- Czy zostaniesz mój na zawsze? - zapytałem drżącym głosem bojąc się odpowiedzi.
- Zawsze byłem, Harry. I zawsze będę. - spojrzał na mnie szklanymi oczami, a ja złączyłem nasze usta w pocałunku i postanowiłem, że nigdy już nie dam mu odejść.

   "Can you be my nightingale?
    Sing to me, I know you're there
   (...) Say you'll be my nightingale"

  

7 komentarzy:

  1. Jedno wielkie WOW... Naprawdę świetnie sobie radzisz z pisaniem. Nie przestawaj pisać. Na pewno zostanę na dłużej ;) Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejnego One Shota, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. *komentarz z serii nie znam się, to się wypowiem*

    1. nienawidzę fioletowego, ale wygląd bloga jest ogromnym atutem, zgrana ładna kolorystyka i co najważniejsze czytelna czcionka.
    2. boże, lou na nagłówku jest taki lskfhewgfelwhgw
    3. a hazza djfgjwegfcsgfebfeurfge

    co do shota.
    JAK PRZECZYTAŁAM O TYM POCAŁUNKU EL Z LOU CHCIAŁAM WRACAĆ NA TT I CIĘ OPIERDOLIĆ, AUTENTYCZNIE, dopóki nie doczytałam dalej.. ogólnie nie trudno się popłakać, tym bardziej, że historia bardzo prawdopodobna ze względu na prawdziwy wątek. zakończenie jest tak bardzo słodkie, że czytałam je kilka razy. i zaraz znowu przeczytam, a co. larry feels zawsze miłe.

    @mruczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sjdjfjdjkwofjfnskaoqidjdnckslapsisiakzkdjakakjs KICIA KOCHAM CIĘ MOJE SHIPPEROWSKIE SErDUSZKA ODTAŃCZYŁO KANKANA A POTEM STANĘŁO Z TEGO WSZYSTKIEGO *-*
    Twoja dziewczyna Hazz xxxxx
    @Alexxx0019
    http://midnight-mamories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Bardzo podoba mi sie Tw styl :* popłakałam sie jak sie Harry pocalowal z Louisem :D czekam z niecierpliwością na dalsze części <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem wielką fanką Larry'ego, ale.... WOW!!! To było coś super ^^ Czekam na kolejną notkę
    @FuckedMrsGrey <3

    Zapraszam do mnie na.yuodontknownothingaboutme.blogspot.com ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne <3 Świetny pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieźle ♥

    Demi, Miley, Selena, Justin, Zayn, Niall ♥

    http://burlesqueclublosangelesff.blogspot.com/?m=1
    @KsiezniczkaJusa :)

    OdpowiedzUsuń