Od dziecka chciałem zmieniać świat na lepsze. Dokarmiałem bezpańskie zwierzęta, oddawałem głodnym kanapki, lecz gdzieś w głębi mnie kłębiła się nienawiść do ludzi, według mnie sprawiali za dużo zła. Miałem również podstawy, aby tak sądzić, gdyż w wieku dwunastu lat stałem się świadkiem brutalnego morderstwa siedemnastoletniej Gwen. Znałem ją z widzenia, zawsze wydawała się być optymistyczną i szczęśliwą nastolatką. Jedna chwila może dużo zmienić.
Była to ciepła, sierpniowa noc. Odrobiłem lekcje na następny dzień i usadowiłem się na parapecie obserwując świat zza szyby. Uliczką swobodnie szła dziewczyna rozmawiająca przez telefon. Około sześciu metrów dalej stał mężczyzna oparty o latarnię. Po chwili zaczął opanowanie podążać w stronę nastolatki. Dźgnął ją raz w brzuch i to zdecydowanie starczyło, aby nie miała możliwości ucieczki. Trzymała się kurczowo za zranone miejsce, krew zaczęła spływać po jej ubraniach. Sprawca zadał jej jeszcze dwa ciosy, które sprawiły, że życie z jej ciała odpłynęło już na zawsze. Uciekł z miejsca zdarzenia, a ja byłem sparaliżowany, łzy spływały po moich policzkach, gdy zacząłem krzyczeć. Moi rodzice weszli do pokoju. Nie pamiętam, co dokładniej się później działo, bo przerażenie odjęło mi mowę i czucie. Wiem, że do dnia dzisiejszego nie potrafię zrozumieć, co kierowało tym mężczyzną.
Nieliczni twierdzą, że był opętany, złapany został dopiero cztery lata później. Kiedy prowadzono go do radiowozu ukazywał niezwykłe opanowanie, nie patrzył nikomu w oczy, miał wyprostowaną sylwetkę. Był dumny z tego, co zrobił i że jego zbrodnia została uznana za doskonałą. Znienawidziłem ludzi, kojarzyłem z nimi ból. Nie potrafiłem nikomu zaufać, dopóki nie poznałem osób o kryształowych charakterach. Postanowiłem, że swoją przyszłość poświęcę na ratowanie ludzkich żyć. I tak wstąpiłem do policji. Miałem stanowisko w wydziale śledczym. To uczucie, gdy widzisz zapłakane osoby, które straciły swoich bliskich pobudza do działania. I tak już pracowałem od trzech lat. Byłem jednym z młodszych śledczych, ale za to dużo osób chciało powierzać swoje problemy w moje ręce.We wtorek rano do biura przybył inspektor Clark. Od razu skierował się do mojego gabinetu. Zapukał, wszedł i usiadł na krześle usytuowanym na przeciwko mnie.
- Tomlinson, jest sprawa - pogładził dłonią swoje siwe włosy i poprawił okulary - Seryjny morderca o pseudonimie Curly. Ostatnio widziany w przydrożnym motelu niedaleko granicy. Znaleziono już dwie ofiary, jedna osoba zaginiona, poszukiwany na pewno uderzy ponownie. Jesteś młody, ale wierzę w ciebie. Pomimo wieku jesteś jednym z najlepszych śledczych, Tomlinson, pokaż na co Cię stać. Daję Ci tą sprawę. Znajdź go. Zdobyte przeze mnie informacje zostawię w holu na tablicy. Powodzenia.
To była moja życiowa szansa. Curly to jeden z najbardziej przebiegłych przestępców, z jakimi się spotkałem. Odrobinę bałem się o własne życie, ale momentalnie zabiłem to odczucie i obiecałem sobie, że nie pozwolę skrzywdzić niewinnej osoby. Po wyjściu Clark'a w pokoju zostałem sam. Odchyliłem głowę, patrzyłem w sufit i myślałem. Jak w ogóle ten cały kryminalista może wyglądać. Kogo mam szukać? Gdzie znajdę informacje? Wstałem z krzesła pogładziłe dłońmi mój mundur, wyprostowałem się i wyszedłem. Doszedłem do tablicy i odszukałem przywieszonej koperty. Pospiesznie ją zdjąłem i schowałem w mojej czarnej teczce z wieloma aktami oraz dokumentami.
- Hej, Louis, gratulacje! - powiedział Max, blondyn o niskim wzroście.
- Dla ciebie komisarz Tomlinson, idioto - zaśmiałem się, na co on mi zawtórował.
Wyszedłem z pracy, ponieważ postanowiłem, że najpierw pojadę powiadomię Eleanor - moją narzeczoną - o tym, iż w kolejnych dniach albo będę w domu spędzać tylko parę godzin, albo w ogóle. Mam wrażenie, że nie zrozumie. Odpaliłem samochód i ruszyłem w kierunku mojego miejsca zamieszkania trochę okrężną drogą. Nie mogłem sobie odpuścić, musiałem zajechać i obejrzeć ten motel, gdzie ostatnio był widziany Curly. Nic specjalnego. Budynek, jak wszystkie inne, lecz wyczułem złą aurę. Wszystko było za spokojne. Minąłem to miejsce. Dojechałem do domu, wszedłem do środka.
-Eleanor? Jesteś tam? - wykrzyknąłem, ponieważ nie byłem pewien czy dziewczyna miała dziś zajęcia na uniwesytecie, czy też nie.
Odpowiedziała mi po chwili wychodząc z kuchni. Swoje brązowe włosy spięła w kucyku, a na sobie miała mój stary t-shirt i jakieś sprane dżinsy. Pocałowałem ją krótko.
-Wcześnie jesteś - zauważyła, kładąc swe dłonie na mych ramionach, patrzyła mi prosto w oczy, po czym mnie pocałowała.
- Skarbie, dostałem śledztwo. Najprawdopodobniej będę musiał wyjechać na jakiś czas. Dziś robię plany i mapy, a jutro z rana już mnie nie będzie - pogładziłem jej plecy.
- Musisz? - przytaknąłem - Więc nie mogę cię zatrzymać, uważaj na siebie - uśmiechnęła się słabo.
- Wiem, w takim razie, zabieram cię dziś do kina. Sprawdzę seanse, bądź gotowa za godzinę.
Przebrałem się w normalne ubrania i usiadłem na łóżku wyjmując z teczki kopertę A4. Wyjąłem z niej sześć kartek i parę nic mi nie mówiących zdjęć. Podsumowując zebrane informacje, nie udało się ustalić tożsamości poszukiwanego, zabił brutalnie parę kochanków. Nathalie oraz Gerry'ego, którzy wieczorem siedzieli we własnym domku nad jeziorem. Coraz bardziej zaczynałem nie nawidzić tego całego psychopaty. Zabił dwójkę ludzi, którzy darzyli siebie niezwykłym uczuciem, za rok mieli stanąć na ślubnym kobiercu.
Westchnąłem i zacząłem zbierać się do wyjścia.
Eleanor wybrała jakąś komedię, która dla mnie nie była w ogóle śmieszna. Byłem zatopiony w myślach dotyczących mojego zadania. Objąłem dziewczynę ramieniem, aby nie czuła się odrzucona. Jeszcze parę razy złapałem się na myśleniu o niebieskich migdałach. O wszystkim, o czym w danej chwili nie powinienem. Wyszliśmy z kina w ciszy. U progu naszego domu zatrzymałem się. Ująłem twarz dziewczyny i pocałowałem ją. Czułem na swoich plecach jej drobne dłonie, a na ustach jej oddech. Nie przestawając z niemałą trudnością weszliśmy do domu. Wziałem ją na ręcę i poszedłem spędzić z nią naszą prawdopodobnie ostatnią wspólną noc. Nie miałem pojęcia, co wydarzy się jutro, a nawet, czy w ogóle dożyję jutra.
***
No więc mamy pierwszy rozdział, jeżeli to przyeczytłaś/eś to proszę, zostaw komentarz. Mile widziana uzasadniona krytyka oraz pozostawianie linków do swoich blogów. Plan całego ff już napisałam. Mam nadzieję, że wytrwam do końca, bo spodobała mi się ta tematyka. Kolejny rozdział prawdopodobnie będzie za tydzień w weekend, bo mam egzaminy roczne. No więc tak, Love You All :D